Chcę schudnąć, ale lubię się najeść. Czyli Intermittent fasting.

Lubię trenować. Robię to średnio 3x w tygodniu i staram się zachować pewną regularność. Tylko to sprawiło, że moje ponad 100kg nie wyglądało bardzo źle. Jakby jednak do tego nie podchodzić – przy niecałym 180cm wzrostu, było to „trochę” za dużo.

Dodajmy do tego frustrację spowodowaną wspomnieniami młodzieńczej formy i w końcu stwierdziłem, że trzeba wziąć się za swoją, zbyt wielką dupę.
Nigdy jednak nie potrafiłem przez dłuższy czas trzymać się rygoru 5-6 posiłków dziennie, małych porcji itp. Często więc pojawiały się sytuacje, gdy przez cały dzień szamałem śmieszne, wywołujące tylko chęć na coś konkretnego, porcje. Wieczorem natomiast nadrabiałem psychiczne najedzenie się.
Ino kalorycznie wychodziło sporo więcej, niż potrzebowałem…

Nie muszę więc chyba mówić, jak to się kończyło – zero progresu, zero satysfakcji, coraz więcej frustracji i przeszkadzającego dodatkowo kortyzolu ;).

Pewnego razu zwróciłem uwagę na nowy (a może po prostu nie zwracający wcześniej mojej uwagi) dział na forum SFD. „Odchudzanie i forma po męsku (IF)”. Brzmi samczo, więc pewnie po prostu mózg mi to odrzucał, cóż zrobić…

Dowiedziałem się tam o oknie żywienia i postu, porach treningu, adaptacji organizmu itp.
W skrócie: IF to sposób odżywiania (nie mylić proszę z dietą), polegający na podzielenie swoich 24h na czas jedzenia i… jego brak :). Przykładowo ja np. szamę mam zorganizowaną między godziną 15:00 a 21:00. Daje mi to 6 godzin, podczas których wciągam sobie 3 porządne posiłki.

A co podczas pozostałych 18 godzin? Piję wodę (dużo wody). Herbatę. Kawę (bez mleka!). Jak najdzie na słodkie – colę zero. I tyle.

Wady?

Pierwszych kilka dni (albo i tydzień – zależy od człowieka) organizm się przestawia, dopomina o żarcie. Można czuć lekki ból głowy, może być słabo… norma. Aby tego uniknąć, zaleca się niektórym zacząć od podziału godzin na np 8/16 lub nawet 9/15.

Zalety?

W pracy – skupiasz się na pracy, nie na porach posiłków. Najadasz się. Czujesz się zajebiście.

.
The-Rock-eating-pancakes
Jak to połączyć z treningiem?

Wersje są dwie.
Pierwsza to trening na czczo i dopiero po nim żarcie (wbrew pozorom ma się zarówno energię jak i siłę). Na początku tak robiłem, ale przerzuciłem się na opcję
nr dwa – czyli lekki posiłek przed wysiłkiem (1-2h).
Powód jest prosty – wydłuża mi to „okno żywienia” i pozwala zapobiec temu, na co łatwo się naciąć przy IF – uczuciu przeżarcia :).

Efekt? -12kg i stała rekompozycja sylwetki. Mnóstwo energii. I świetne samopoczucie wieczorne ;).

I niedługo wrzucę podobną przemianę:

before-after-photo

 

Słowo na koniec. Intermitten fasting nie jest dla każdego. Znam osoby, które próbowały się tak posilać i wróciły do klasycznego „5-6 posiłków co 2-3 godziny”.

I nie ma w tym nic złego – każdy powinien żyć tak jak mu wygodnie.